Bruno Jasieński (wł. Wiktor Bruno Zysman)
- ur. 17 lipca 1901 r. w Klimontowie, zm. 17 września 1938 r. w Moskwie. Studiował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Poeta, dziennikarz, współtwórca polskiego futuryzmu, działacz kulturalny i polityczny; tworzył w języku polskim, francuskim i rosyjskim; powszechnie uważany za skandalistę; współpracował z A. Sternem, A. Watem, S. Młodożeńcem, T. Czyżewskim, M. Hemarem. Od roku 1925 mieszkał w Paryżu, w 1929 wydalony z Francji za publikację powieści „Palę Paryż” wyjechał do Rosji Radzieckiej. W maju 1937 r. aresztowany i skazany na karę śmierci za „obcość polityczną”; rozstrzelany 17 września 1938 r., pochowany w bezimiennej mogile w Butowie pod Moskwą.
Poezja B. Jasieńskiego cechuje się silnymi wpływami W. Majakowskiego, niejednoznacznością i ekscentrycznością; z jednej strony są to eksperymenty formalne w postaci np. neologizmów, dzielonych słów, z drugiej - właściwy poezji klasycznej rygor i wersyfikacja. Większośc jego utworów poetyckich została wydana pośmiertnie, za życia opublikował jeden własny tomik - „But w butonierce” i wspólnie z A. Sternem „Ziemia na lewo”. Od 1923 roku, po tzw. wypadkach krakowskich, twórczość B. Jasieńskiego miała charakter głównie polityczny, lewicowy, a w czasie pobytu w ZSRR socrealistyczny. Jego nowele, powieści, reportaże z lat trzydziestych zaliczane są do literatury rosyjskiej (sowieckiej).
| Rzygające posągi Pani Sztuce Na klawiszach usiadły pokrzywione bemole, Przeraźliwie się nudzą i ziewają Uaaaa... Rozebrana Gioconda stoi w majtkach na stole I napiera się głośno cacao-choix. Za oknami prześwieca żółtych alej jesienność, Jak wędrowne pochody biczujących się sekt, Tylko białe posągi, strojne w swoją kamienność, Stoją zawsze "na miejscu", niewzruszenie correct. Pani dzisiaj, doprawdy, jest klasycznie... niedbała... Pani, która tak zimno gra sercami w cerceau, Taka sztywna i dumna... tak cudownie umiała Nawet puścić się z szykiem po 3 szkłach curacao. I przedziwne, jak Pani nie przestaje być w tonie, Będąc zresztą obecnie najzupełniej moderne. - Co środy i piątki w Pani białym salonie Swoje wiersze czytają Iwaszkiewicz i Stern. A ja - wróg zasadniczy urzędowych kuluar, Gdzie się myśli, i kocha, i rozprawia, i je, Mam otwarty wieczorem popielaty buduar Platonicznie podziwiać Pani déshabillé... Ale teraz, jednakże, niech się Pani oszali, — Nawet lokaj drewniany już ośmiela się śmieć... Dziś będziemy po parku na wyścigi biegali I na ławki padali, zadyszani na śmierć. A, wpatrując się w gwiazdy całujące się z nami, W pewnym dzikim momencie po dziesiątym Clicôt, Zobaczymy raptownie świat do góry nogami, Jak na filmie odwrotnym firmy Pathé & Co. I zatańczą nonsensy po ulicach, jak ongi, Jednej nocy pijanej od szampana i warg. Kiedy w krzakach widziałem RZYGAJĄCE POSĄGI Przez dwunastu lokajów niesiony przez park. |
Spacer
|













