Anatol Stern
- ur. 24 października 1899 roku w Warszawie, zm. 19 października 1968 r. także w Warszawie. Poeta, prozaik, eseista, krytyk filmowy, scenarzysta, tłumacz. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Wileńskim. Wraz z Brunonem Jasieńskim autor manifestu futuryzmu polskiego i jeden z jego najwybitniejszych przedstawicieli.
W 1919 roku oskarżony o bluźnierstwo za wiersz „Uśmiech Primavery” - w jego obronie stanęli wtedy m.in. Stefan Żeromski, Leopold Staff, Wacław Berent, skamandryci; w okresie międzywojennym jego utwory kilkakrotnie konfiskowała cenzura. W styczniu 1940 aresztowany przez władze radzieckie we Lwowie, wywieziony w głab Rosji; wstąpił do Armii Andersa; od 1942 przebywał w Palestynie, do Warszawy powrócił w 1948.
Poezja A. Sterna od debiutu w roku 1919 („Futuryzje”) cechowała się właściwymi dla futuryzmu witalizmem, biolgizmem i anarchizmem; opiewała miasto, ruch i cywilizację techniczną, nawiązywała do dadaizmu, zrywała z konwencją, tradycją a niekiedy nawet - świadomie - z ortografią. Pod koniec lat trzydziestych, od zbioru „Rozmowa z Apollinem”, następuje dojrzewanie artystyczne poety, przejawiające się w postaci obecnych elementów liryki refleksyjnej i opisowej oraz stopniowego powracania do tradycji poetyckiej. W okresie międzywojennym A. Stern był uznanym krytykiem filmowym i scenarzystą. Tłumaczył utwory W. Majakowskiego i A. Puszkina. Po wojnie wydawany od roku 1955 (poezja, proza, eseje).
| Uśmiech primavery (jak umieramy) Gdy primavera Pąki, strąki otwiera Z gorejącym makiem W butonierce, Jak na derce Na obłoku okrakiem Na białym obłoku. Anatol Stern (futur z Warszawy) Popłynę gwiżdżąc do raju Gdy dzwonki, łąki dzwonią w maju, Gdy uśmiechnięty paź W pomarańczowym gaju Całuje usta Lil i Kaś I każe się im na trawie kłaść; (One mdleją: „dajże spokój, aść”). Kiwnie mi głową uśmiechnięta Wystrojona Panna Święta, Na jej twarzy drgają dołki, Wonne rzuca mi fiołki – A na tacy złocistej Sam Bóg, jak lokaj, Aromatyczny, soczysty W kieliszku poda mi tokaj. W raju są pąki – i otwiera je senna panna primavera My na wsi O siano żaru na którym usta podamy sobie piersi i ciała! patelnio pola dzwoniąca i pusta na której będziesz z sykiem topniała! potem brzemienność kwietna i słońce schylone nad pieluszkami mokremi gdy gwiazdom szczekaniem nas witającym odpowiadają psy wszystkie z okrągłej ziemi... |
Słońce w brzuchu
|













