Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki


Wiersze Tygodnia - Anna Musz i Stanisław Esden - Tempski

 

Bogumiła Wrocławska

Anna Musz

Plan zagospodarowania przestrzennego


przeszłość ucieka nam spod rąk
nawet nie chodzi o drzewa które się łamią
nie każde drzewo może być sekwoją
ale o znikające ulice
zabudowane skwery
mariaż szklanych płyt
i rzeźbień nad wgłębioną bramą

te ostatnie jakby znikały
po każdym deszczu po kolejnych zimach

na cmentarzach które odwiedzamy
nie ma starych nagrobków
oczywiście były tam ale przed wojną

dziwną zatem tęsknotą tęsknimy za nimi
nie istnieliśmy jeszcze wtedy
nie możemy pamiętać
scen które się przy nich w związku z nimi działy

nasz smutek to raczej żal kolekcjonera
który sięga w obcą epokę
by zgarnąć jak najwięcej
i
kto wie
może nawet coś z niej ocalić

bo tu i teraz
wzbiera w nas coraz większe zmęczenie
kiedy trochę z przymusu
mozolnie zaczynamy od nowa


Anna Musz

Przy kadrowaniu zdjęć


z wyludnionych miasteczek
dzielnic do wyburzenia
wychodzimy uparcie odwracając głowy
ku mimochodem zdradzanym widokom

we wszystkim co się tu stanie maczaliśmy palce
o nietrwałość rzeźbionych sufitów witrażowych drzwi
schodów z balustradami
kolumnad nad wejściem
jutrzejsi przybysze bez wahania mogą oskarżać nas

dokładnie w tej chwili dopełnia się nasza wina
gdy nieświadomie kadrujemy
wynoszone w pamięci obrazy

skupiamy się na subtelnym światłocieniu
upiększamy widoki
montujemy z kilku sytuacji imponującą scenę rodzajową

ale właśnie te klisze będziemy sprzedawać
jako pamiątkowe pocztówki sprzed lat
przyszłym dzieciom i nowym znajomym
tak jak nam sprzedawano wymuskane obrazki
pierwszych świadomych wspomnień

to przez nas zapatrzą się
w tamtą stronę
i będą udowadniać
o ile wspanialej było za naszych czasów

 

 

Anna Musz

Test


ten wiersz ma na celu sprawdzenie
czy jeszcze jesteś człowiekiem

czy umiesz zachwycić się zanim pojmiesz
cel istnienia rzeczy
jej przeznaczenie i niepewną przyszłość

przy każdym kolejnym rozstaniu
studiujesz dekoracje mimikę gest
by odwrócić uwagę od pęczniejącej pustki

możesz być zdolny do myślenia o niczym
lub o wszystkim naraz
gdy chłód rzeźbionego ogrodzenia
nagle zamienia się w dźwięk skrzypiec
a potem widzisz wokół jasne błyski głosu

ale czy umiesz przyjąć
że poza twoim złudzeniem
jest jeszcze inna
niepojęta
wyobraźnia

ta od szorstkiego płótna lub brudnego kamienia
dzikiego syku kobry
i bezlistnych roślin
która na każdą brzydotę patrzy od strony piękna

jeśli przeczuwasz że nie wszystko wiesz
a za twoją granicą tętnią inne światy

jeśli idziesz po omacku ale ufasz drodze
jeszcze jesteś człowiekiem
a ten wiersz ma na celu sprawdzenie
czy nadal czytasz zwierzenia
rozgadanych wyznawców słowa


--------

Publikowane dziś wiersze Anny Musz pochodzą z jej drugiej, najnowszej książki poetyckiej " ODRASTAMY Z KAMIENIA", która wkrótce ukaże się  nakładem naszego WYDAWNICTWA PISARZE.PL


Stanisław Esden - Tempski

Człowiek opuszczony

Człowiek opuszczony
Do samego dna jak kotwica
W miękkim mule zmierzchu
Pośród ławic złośliwych twarzy
Ryb zdychających  sklepach
Chce zaczerpnąć powietrza śpiewu wody światła  krwi
Otwiera usta  jak ryba A pociągi uciekają w popłochu
Na  peronie  spotkała się  miłość
Bez nadziei powrotu

 

 

Stanisław Esden - Tempski

Czy znajdę kiedyś dno twarzy


Czy znajdę kiedyś dno twarzy
Jak dno naczynia jej źródło
Ciecz rysów jest mglista jak dym
Promień światła twardnieje w niej
Coraz to innym obliczem
Usta oczy uszy zdają się nie mieć końca
Lecz gdzie jest ta twarz ostateczna
Dno twarzy jej kres
Z którą obcować chciałbym
Ustałą i pewną ?

 

 

Stanisław Esden - Tempski

Każdy kto Cię bije


Każdy kto cię bije jest twoim dobrym bogiem
bat wyłuska cię z twego ciała
zasadzi w pokoju ziarno krzyku
nie bój się słów rozcinających boki one są dobre
Jutrzenka krwi mgliście świeci w perłach
truchło  syci ogrody i kwiatowe kielichy

Każdy kto cię bije  jest troskliwym siewcą
obudzi do życia  ból ujawni chorobę
gdyby nie oczy  twoich udręk byłbyś niemy



Stanisław Esden - Tempski

Tak długo jestem gotów by żyć


Tak długo jestem gotów by żyć
A to znaczy zostać sam  na sam 
Z a przyjaciela mieć tytoniowy dym
A w oczach skalne  okruchy  spóźnionego płaczu
Lecz iść mimo wszystko nie po to by dojść
Lecz by mijać  przez  chwilę spojrzeć w oczy 
Co widziały jeno linie granic
By nagle z brzegu rąk
Bez pożegnania.



Anna Musz

Na upadek miasta

właśnie przynoszą nam wieści że upadło miasto
mówimy o sobie że jesteśmy w proszku
ono już jest prochem
czas stąd wybywać
zbieramy myśli pamiątki
z którymi nie umiemy się rozstać

nigdy nie nastanie dobry czas
na takie eskapady jak nasza
zawsze wahamy się długo rozważamy szansy
aż miną i wówczas szukamy następnych

wiedza o przebrzmiałych świetnościach
utwierdza nas w przekonaniu
że to co odłożymy na chwilę
zaginie w historii

nie wiemy dokąd się udać
wiemy co chcemy opuścić

uciekamy od pojęć zlanych z przedmiotami
własnych odcisków palców
powietrza przepuszczonego przez płuca
uświęconego rytmu identycznych dni

zgadzamy się nareszcie
że każdego świata można się nauczyć
z każdego kryzysu można się odrodzić
w ramach prostej ucieczki
przed sobą

 

 

Anna Musz

Wirtualność

uchowało się w tobie kilka starych nawyków
odruch zbierania pamiątek
dowodów rzeczowych na poparcie wspomnień
w które za jakiś czas mógłbyś zwątpić

o wyjątkowych tematach nie piszesz na komputerze
to kwestia dla papieru białego jak ciało
uwikłanego w ciemne blizny słów

w schnącym atramencie łatwiej goją się myśli
i studzą niepokoje

a jednak na co dzień
w nieuroczystej wersji
jesteś coraz mniej pewny siebie

wszędobylski i niepoliczalny
łatwo mylący tropy i prześwietlany na wylot
linkujesz na potęgę
z nadmiaru informacji
mylisz pojęcia
gromadzisz setki historii
i zapominasz o nich
z ulgą godną sumiennych archiwistów

masz cały świat pod ręką
w spisie ulubionych stron WWW i galerii dobrych znajomych
a to zwalnia cię z obecności
z wszelkiego pamiętania
przeciągłych spojrzeń i okrągłych zdań

A MOJE 88 URODZINY

Miasto gęste od krytych pasaży, wąskich
placyków, arkad,
schodzące tarasami ku morskiej zatoce.

I ja, zapatrzony w młode piękno,
cielesne i nietrwałe,
jego ruch taneczny wśród starych kamieni.

Kolory sukien według letniej mody,
stuk pantofelka na dallach sprzed stuleci,
cieszą mnie swoim obrzędem powrotu.

Dawno zostawiłem za sobą
zwiedzania katedr i wież warownych.
Jestem jak ten, kto widzi, a jednak sam nie przemija,
duch lotny mimo siwizny i chorób starości.

Ocalony, bo z nim wieczne i boskie zdziwienie.



POD KONIEC DWUDZIESTEGO WIEKU

Pod koniec dwudziestego wieku, urodzony na jego początku,
po napisaniu książek, złych czy dobrych, ale pracowitych,
po zdobywaniu, traceniu i odzyskiwaniu,

Jestem tutaj z nadzieją, że można zaczynać na nowo
i własne życie uleczyć myśląc mocno o rzeczach poznanych,
tak mocno, że miejsc i ludzi nie odejmie czas
i wszystko będzie trwało prawdziwiej niż było.

Nie rozumiejąc skąd lata ekstazy i razem udręki,
przyjmując swój los i błagając o inny,
nie pobłażałem sobie, zaciskałem usta.

Dumny z jednej tylko, mnie wiadomej, cnoty:
smagania się wieloramienną dyscypliną.

Ciągle zaczynam na nowo, ponieważ co złożę w opowieść
okazuje się fikcją, dla innych, nie dla mnie, czytelną,
i oplątuje mnie, i zakrywa mnie,
i z pożądania prawdy jestem nieuczciwy.

Wtedy myślę o prawidłach wysokiego stylu
i o ludziach, którym nigdy nie były potrzebne.
Jak i o tym, że całe życie zwodzi mnie nadzieja.



W WARSZAWIE

Co czynisz na gruzach katedry
Świętego Jana, poeto,
W ten ciepły, wiosenny dzień?

Co myślisz tutaj, gdzie wiatr
Od Wisły wiejąc rozwiewa
Czerwony pył rumowiska?

Przysięgałeś, że nigdy nie będziesz
Płaczką żałobną.
Przysięgałeś, że nigdy nie dotkniesz
Ran wielkich swego narodu,
Aby nie zmienić ich w świętość,
Przeklętą świętość, co ściga
Przez dalsze wieki potomnych.

Ale ten płacz Antygony,
Co szuka swojego brata,
To jest zaiste nad miarę
Wytrzymałości. A serce
To kamień, w którym jak owad
Zamknięta jest ciemna miłość
Najnieszczęśliwszej ziemi.

Nie chciałem kochać tak,
Nie było to moim zamiarem.
Nie chciałem litować się tak,
Nie było to moim zamiarem.
Moje pióro jest lżejsze
Niż pióro kolibra. To brzemię
Nie jest na moje siły.
Jakże mam mieszkać w tym kraju,

Gdzie noga potrąca o kości
Nie pogrzebane najbliższych?
Słyszę głosy, widzę uśmiechy. Nie mogę
Nic napisać, bo pięcioro rąk
Chwyta mi moje pióro
I każe pisać ich dzieje,
Dzieje ich życia i śmierci.
Czyż na to jestem stworzony,
By zostać płaczką żałobną?
Ja chcę opiewać festyny,
Radosne gaje, do których
Wprowadzał mnie Szekspir. Zostawcie
Poetom chwilę radości,
Bo zginie wasz świat.

Szaleństwo tak żyć bez uśmiechu
I dwa powtarzać wyrazy
Zwrócone do was, umarli,
Do was, których udziałem
Miało być wesele
Czynów myśli i ciała, pieśni, uczt.
Dwa ocalone wyrazy:
Prawda i sprawiedliwość.



ARS POETICA?

Zawsze tęskniłem do formy bardziej pojemnej,
która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą
i pozwoliłaby się porozumieć nie narażając nikogo,
autora ni czytelnika, na męki wyższego rzędu.

W samej istocie poezji jest coś nieprzystojnego:
powstaje z nas rzecz, o której nie wiedzieliśmy,

/ że w nas jest,

więc mrugamy oczami, jakby wyskoczył z nas tygrys
i stał w świetle, ogonem bijąc się po bokach.

Dlatego słusznie się mówi, że dyktuje poezję dajmonion,
choć przesadza się utrzymując, że jest na pewno aniołem.
Trudno pojąć skąd się bierze ta duma poetów
jeżeli wstyd im nieraz, że widać ich słabość.

Jaki rozumny człowiek zechce być państwem demonów,
które rządzą się w nim jak u siebie, przemawiają mnóstwem

/ języków,

a jakby nie dosyć im było skraść jego usta i rękę
próbują dla swojej wygody zmieniać jego los?

Ponieważ co chorobliwe jest dzisiaj cenione,
ktoś może myśleć, że tylko żartuję
albo że wynalazłem jeszcze jeden sposób
żeby wychwalać Sztukę z pomocą ironii.

Był czas, kiedy czytano tylko mądre książki
pomagające znosić ból oraz nieszczęście.
To jednak nie to samo co zaglądać w tysiąc
dzieł pochodzących prosto z psychiatrycznej kliniki.

A przecie świat jest inny niż się nam wydaje
i my jesteśmy inni niż w naszym bredzeniu.
Ludzie więc zachowują milczącą uczciwość,
tak zyskując szacunek krewnych i sąsiadów.

Ten pożytek z poezji, że nam przypomina
jak trudno jest pozostać tą samą osobą,
bo dom nasz jest otwarty, we drzwiach nie ma klucza
a niewidzialni goście wchodzą i wychodzą.

Co tutaj opowiadam, poezją, zgoda, nie jest.
Bo wiersze wolno pisać rzadko i niechętnie,
pod nieznośnym przymusem i tylko z nadzieją,
że dobre, nie złe duchy, mają w nas instrument.

Berkeley, 1968

 

Komentowanie tego artykułu jest zamknięte

Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli