Krzysztof Lubczyński

 

 Grażyna Hase – królowa polskiego stylu

 

Ryszard Tomczyk

 

Imię i nazwisko „Grażyna Hase” kojarzyło mi się w czasach PRL z  jakimś blaskiem, splendorem, czymś odległym od zwykłej codzienności, mitycznym niemal i trochę tajemniczym. Zwłaszcza nazwisko „Hase” brzmiało w uchu jakoś wytwornie, cudzoziemsko, nietutejszo. I rzeczywiście, Grażyna Hase, niekoronowana królowa polskiej mody, jedna z kreatorek złotych lat mody polskiej była ucieleśnieniem tego świata, który kwitł dzięki twórczej inwencji takich kobiet i artystek jak ona. Dźwięczne nazwisko Hase co rusz dało się słyszeć a to z telewizora, najczęściej w magazynie kulturalnym „Pegaz”, a to z radia, a to ze stron wydawanych w ogromnych nakładach kolorowych tygodników takich jak „Kobieta i Życie” czy „Przyjaciółka”, a to z Polskiej Kroniki Filmowej obowiązkowo poprzedzającej seanse w kinach. Do tego dochodziło słowo „galeria” i ta triada słów-dźwięków – „Galeria Grażyny Hase”, która emanowała wytwornością i lepszym światem. A że wizerunki fotograficzne Grażyny Hase osobiście rzadko widywałem, a ponadto pojawiała się ona na nich wciąż w różnych kreacjach czy wcieleniach, zawsze piękna, szykowna i imponująca, ale jakże prawdziwie czarodziejsko zmienna i trudna do rozpoznania, wydawała mi się ona postacią niemal mityczną, tajemniczą, enigmatyczną. Bywało, że podejrzewałem, iż Grażyna Hase naprawdę nie istnieje, że jest jedynie tworem czyjejś fantazji, czarującym wytworem mistyfikacji medialnej.

Marian Kałuski

 

Polacy w Indiach i powiązania polsko-indyjskie

 

polacy w indiach

 

Indie – ogólne wiadomości

     Indie – Republika Indii, to państwo związkowe w południowej Azji, położone na południe od najwyższego łańcucha gór – Himalajów i zajmujące cały Półwysep Indyjski. Obejmują obszar 3 287 600 km kw i mają ok. 1240 mln mieszkańców. Indie graniczą z Bangladeszem, Chinami, Pakistanem, Nepalem, Mjanmar (Birmą) i Bhutanem. Od południowego zachodu kraj otaczają wody Morza Arabskiego, zaś od południowego wschodu Zatoki Bengalskiej i Morza Andamańskiego. Największymi rzekami są Ganges, czczony przez hinduistów jako „święta rzeka", i Brahmaputra, a najwyższym szczytem Kanczendzonga położona w Himalajach na granicy z Nepalem, mająca wysokość 8586 m n.p.m. Większość kraju leży w strefie tropikalnego klimatu monsunowego (bardzo gorąco – np. w Delhi dochodzi nawet do +45 °C. - i ulewne deszcze w okresie monsunu - opady do 11 000 mm rocznie oraz groźne tajfuny u wschodnich wybrzeży), pn.-zach. ma klimat zwrotnikowy pustynny. Lasy tropikalne zajmują 15% powierzchni kraju. Indie to kraj słonia indyjskiego, pięknego i wielkiego tygrysa bengalskiego, milionów małp i kobry, której jad zabija rokrocznie ok. 50 tysięcy ludzi.

 

Wiesław Łuka

 

Z  wybitną współtwórczynią Polskiej Szkoły Reportażu, Barbarą Seidler rozmawia Wiesław Łuka

 

Ryszard Tomczyk

 

Pamiętajcie, że byłem przeciw* – dałaś znakomicie brzmiący i przyciągający czytelnika tytuł najnowszemu zbiorowi reportaży. Nie rozumiem tylko, dlaczego napisałaś byłem, nie zaś byłam ? Przecież – nie daj Boże – płci nie zmieniasz przekroczywszy osiemdziesiątkę?

Zawsze mi było i jest dobrze w skórze kobiety. Do tego tomu wybrałam kilkanaście tekstów sprzed lat; uznałam, że się nie zestarzały. Natomiast tytuł pożyczyłam od mecenasa  Władysława Bieńkowskiego, wybitnego adwokata, który bronił Stanisława Wawrzeckiego w słynnym procesie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku w tak zwanej aferze mięsnej za rządów Władysława Gomółki. Pierwszy sekretarz PZPR zażądał  kary śmierci dla sądzonych, a obrońca oskarżonych po wysłuchaniu przemowy sędziego Romana Kryże, uzasadniającej najwyższy wyrok, nagle wystąpił z ławy  obrońców, podszedł do stołu sędziowskiego, podniósł rękę, rozczapierzył dłoń i krzyknął – właśnie, krzyknął:…Pamiętajcie, że ja byłem przeciw. Po tym okrzyku część publiczności procesowej gruchnęła płaczem.

 Stanisław Grabowski

 

Kalendarium Niepodległości 1918 r. (3)

 

Powitanie Józefa Piłsudskiego na Dworcu Wiedeńskim w Warszawie 12.XI.1916.

 

 

 

1 lutego 1918

Urodził się Marian Sołtysiak „Barabasz”, dowódca oddziału  AK „Wybranieccy” w Górach Świętokrzyskich. Już w gimnazjum wyróżniał się zdolnościami literackimi. Debiutował tomikiem poezji pt. Gołoborze (1938). Ukończył Kurs Podchorążych Rezerwy. Wojna przeszkodziła mu w studiowaniu dziennikarstwa. Od listopada 1939 żołnierz ZWZ, a następnie AK. Po wojnie aresztowany i skazany na 7 lat więzienia. Karę odbywał w Kielcach. Po 5 latach zwolniony z powodu złego stanu zdrowia. Poświęcił się m.in. pisaniu historii „Wybranieckich” (Chłopcy „Barabasza”, Pax 1965). Zmarł w 1995. Jego imię nosi Szkoła Podstawowa w Daleszycach.

 

Jan Szczurek

 

Jak drzewiej urokowi ziemi opolskiej ulegał pan Wolfgang

 

szczurek jan

Portret Jana Szczurka wyk. Zbigniew „Ikona” Kresowaty 

 

 

„Wielce interesująca to kraina, ten Śląsk”

- Słowa te wypowiedział Johann Wolfgang von Goethe w 1790 roku, kiedy przemierzał Górny Śląsk. Natomiast obecnie wielu innych intelektualistów i nie tylko, nadałoby tej krainie bardzo różne konteksty. Wybierzmy zatem taki, który dodaje uroku a inwestorowi dzisiejszemu dostarczy animuszu, bo to przecież kraina zamków, pałaców i dworków...

 palac w dobrej

Palac w Dobrej w woj. opolskim przed przebudową

 

                  Na samym Śląsku Opolskim jest ich prawie dwieście. Część z nich jest wizytówką regionu i stanowią obowiązkowy punkt zwiedzania przez turystów. Jednak są takie, które można by było nazywać „trwałymi ruinami”. Czas przeszły jest uzasadniony, bo wiele z nich wstaje właśnie z ruin i podnosi się na klęczka...  Są to dopiero nieliczne zespoły pałacowe i folwarczne, zamki, młyny i majątki młynarzy, kuźnie, gorzelnie, spichlerze, dworce i wiele innych obiektów, które pokonał czas, lecz czasowi można wybaczyć. Trudniej ludziom, którzy w porę nie zauważyli, że tracą to, na co tak często się powołują, mianowicie historię. Dzieje, które zmaterializowały się w postaci budynków, parków, w ogóle architektury.

Pragnę przytoczyć opowieść o jednej z pereł, którą napewno uda się ocalić...

      Pałac w Dobrej na Śląsku Opolskim ukryty jest w głębi malowniczego parku na     wschodnich rubieżach Borów Niemodlińskich, niedaleko autostrady A4. Jadąc z Krapkowic w kierunku południowym, na Czechy. Dawno temu, wielu znawców  twierdziło, że był to najpiękniejszy skrawek architektury krajobrazu w Europie. Wzniesiony jako budowla barokowa, był jednym z najokazalszych rezydencji hrabiowskich. W XIX wieku uznani w Europie architekci nadali mu charakter neogotycki, a otaczający obiekt park był pod kuratelą Gustava von Meyera – twórcy terenów zielonych przy Pałacu Sanssouci w Poczdamie. W wyniku walk wojennych w 1945 roku oraz pożaru pałac wraz z otoczeniem popadły w ruinę. Dzięki prywatnej inicjatywie ten niezwykły kompleks parkowo-pałacowy wraca do uroku sprzed dziesiątek lat.

DOBRA TO „DOBRA” NAZWA

         Pierwsze wzmianki o wsi Dobra pochodzą z końca XIV wieku. Nazwa pochodzi najpewniej od Johannesa von Dobrina. Jego funkcja nie był jasna. Mógł być proboszczem albo zarządcą jednego z pobliskich majątków o nazwie Strzeleczki (dzisiaj to miejscowość sąsiadująca z Dobrą, siedziba gminy). Niektórzy badacze twierdzili, że nazwa nawiązuje do „dobrej, żyznej ziemi” w okolicy. Przez setki lat rdzeń nazwy nie zmieniał się, choć pisownia i wymowa nazwy ulegała zmianom. Dobra, Dobron, Dobrin, Dobraw to tylko niektóre odnotowane. Przełom nastąpił z końcem XVIII wieku, kiedy nazwę Dobra zastąpiła Dobrau. Funkcjonowała ona do 1 sierpnia 1936 roku, kiedy mocą ustawy władz nazistowskich została zmieniona na Burgwasser. Tą nazwą posługiwano się w trakcie II wojny światowej do chwili powrotu Śląska do Polski po zakończeniu wyniszczającej wojny w  1945 roku. Wówczas przywrócono nazwę Dobra.

          Kompleks pałacowy został zbudowany w pierwszej połowie XVIII wieku w stylu baroku francuskiego. Istnieją przypuszczenia, że obiekt został posadowiony na bazie dawnej siedziby rycerskiej. Pierwotnym budowniczym był królewski radca dworu Erdmann Carl von Roedern, syn pruskiego ministra wojny. Od początku obiekt zyskał sławę wspaniałej rezydencji hrabiowskiej, choć formalnie miał służyć królewskim celom reprezentacyjnym. W ręce prywatne przeszedł w 1780 roku, gdy majątek w Dobrej kupił jeden z najbogatszych na Śląsku właścicieli ziemskich, hrabia Leopold Heinrich von Seherr-Thoss. Leopold funkcję miał nie byle jaką, ponieważ był podczaszym u samego króla Fryderyka Wielkiego. To nie pierwsza inwestycja rodziny von Seherr-Thoss, bo ojciec hrabiego był już wtedy właścicielem majątków niedaleko Świdnicy, Legnicy oraz Wałbrzycha. Inwestycje były świadome i celowe – tylko tam gdzie okolica ma walory uzdrowiskowe i lecznicze. Zainteresowanie rodu majątkami ziemskimi przenosi się z Dolnego Śląska w kierunku Górnego Śląska. Zanim pałac w Dobrej stał się własnością rodziny, wcześniej, bo w 1771 roku hrabia Leopold kupuje słynny pałac wraz z parkiem w pobliskiej Mosznej. W związku z tym, że hrabia był ojcem trzech synów, w pewnym momencie musiał poczynić starania w celu sprawiedliwego podziału dóbr i posiadłości.  W grudniu 1800 roku postanowił sporządzić testament i przepisać dobra ulokowane na całym Śląsku, od Jedliny (blisko Wałbrzycha) po Sośnicowice (obecnie dzielnica Gliwic). Majątek w Dobrej wraz z przylegającymi do niego folwarkami otrzymał najmłodszy z synów, Ernst. Przypadł mu także w udziale zamek w Mosznej. Miało to miejsce w 1806 roku.

ERA ERNSTA i SYNÓW

       Nowy właściciel pałacu w Dobrej talent do mnożenia posiadłości przejął po ojcu.       Oddziedziczony majątek sukcesywnie powiększał. Około 1850 roku zarządzał przyległymi wsiami w pobliżu dzisiejszych Krapkowic i Głogówka. Swoimi nowymi posiadłościami nie cieszył się zbyt długo, gdyż umarł sześć lat później. Przeszły one w ręce spadkobierców. Ernst miał dwóch synów. Pałac w Dobrej stał się własnością starszego, Hermanna Ludwiga urodzonego w 1810 roku. Podczas swojego panowania w Dobrej pełnił on nobilitującą funkcję królewskiego starosty niemodlińskiego oraz podkomorzego. Tym sposobem miejsce zamieszkania hrabiego stało się jednocześnie siedzibą majoratu. W skład majoratu wchodziły liczne posiadłości nie tylko na Górnym, ale i na Dolnym Śląsku. Aby nadać rezydencji odpowiedniej rangi, ducha dominacji i nie zostawać w tyle za panującą modą, Hermann przystąpił do gruntownych zmian architektonicznych. Już po roku od objęcia majątku przez starostę, pałac przechodzi metamorfozę. Z barokowego pałacu przeistacza się w neogotycki zamek. Tempo zmian jest imponujące, bo dokonuje się zaledwie w trzy lata, tj. w latach 1857 - 1860 roku.
Koordynatorem prac fundator ustanowił urodzonego w Świnoujściu Rudolfa Wilhelma Grottgetreu. Wybór miał nie być przypadkowy, bo ten historyk i teoretyk architektury cieszył się uznaniem samego króla. Ukończył prestiżowe uczelnie w Berlinie i Monachium. Takie rekomendacje miały warantować sukces. W swoich planach dotyczących zmian bierze pod uwagę nie tylko samą rezydencję hrabiowską. Zmiany obejmowały sąsiedzki kościół, mauzoleum w parku, kręgielnię oraz gospodę.

Skąd dzisiaj wiadomo jaką metamorfozę przeszedł wówczas pałac? Wygląd obiektu - zanim podjęto prace modernizacyjne – można było odtworzyć na podstawie jednej z ilustracji, które przechowywane są do dzisiaj w Technische Uniwersitӓt w Berlinie. Rezydencja była wtedy monumentalną budowlą na planie prostokąta. Grottgetreu postanowił zmienić nie tylko zewnętrzną bryłę i fasady budynku. Dokonywał również adaptacji wnętrz, aranżując je do potrzeb ówczesnych mieszkańców. Reprezentacyjne pomieszczenia takie jak pokój przyjęć, gabinet, pokój bilardowy, pokoje dziecięce oraz ciąg pomieszczeń pana domu zostały urządzone na pierwszym piętrze.     

NIE TYLKO PAŁAC

     Jakim byłby obiekt utrzymany w romantycznym stylu bez odpowiedniego otoczenia? Koncepcję parku krajobrazowego wokół pałacu opracował Gustaw von Meyer. Uznanej sławy architekt ogrodów, którego wizytówką może być oranżeria przy pałacu Sanssouci w Poczdamie. Zaistniał jako twórca wielu ogrodów w niemieckich miastach, jednak na Śląsku - oprócz parku w Dobrej - nie zaznaczył trwale swojej obecności. Założył on wtedy, że zagospodarowanie parku należy oprzeć o istniejące już środowisko. Głównymi elementami miała być rzeka tworząca liczne rozlewiska oraz stary drzewostan.  
W związku z tym, że von Meyer był teoretykiem, realizację jego wizji hrabia Hermann zlecił mistrzowi ogrodniczemu Eduardowi Petzoldowi. Zakola rzeki, wysokie drzewa, do tego biegające sarny i daniele znakomicie komponowały się z pałacem. Tym sposobem siedziba rodziny von Seherr-Thossów uznawana była za awangardową w tej części Śląska. Aby uczynić park okalający pałac jeszcze większym, wykupiono okoliczne gospodarstwa rolne. Na bazie budynków gospodarskich zbudowano kościół i aptekę, a grunty włączono do terenów zielonych. Powierzchnia parku wynosiła wówczas około 90 hektarów, a dzisiaj można tam podziwiać liczące prawie 200 lat rododendrony. Osobliwy klimat parku oraz jego zasoby roślinne zostały docenione w niemieckim periodyku specjalistycznym „Gartenkunst” z 1902 roku. O jego klasie może też świadczyć fakt, że hrabia Hermann podobno większą estymą darzył park niż budynki pałacowe. To tereny zielone były jego prawdziwą namiętnością. Pielęgnował je przez prawie 40 lat, aż do śmierci w 1893 roku. Do końca życia, jeszcze w wieku 83 lat, aktywnie, razem z ogrodnikiem brał udział w pielęgnowaniu drzew i krzewów. W latach 80-tych XIX wieku na terenie parku wybudował grobowiec, w którym chowano następnie członków rodziny, będących wyznania protestanckiego. Grobowiec konsekwentnie – tak jak pałac - utrzymano w stylu neogotyckim, a wewnątrz umieszczono cytaty z biblijnej księgi Apokalipsy. Chociaż prawie cała rodzina hołdowała wartościom i porządkowi protestanckiemu, to z wielkim szacunkiem odnosiła się do okolicznej, w większości katolickiej ludności. Wpływ na to miała żona Hermanna, Olga von Seherr – Thoss z rodu Strachwitz. Była gorliwą katoliczką. Inicjowała prowadzenie na rzecz miejscowej ludności działalności charytatywnej, a dzieci z folwarków obdarowywała prezentami. Członkowie służby pałacowej byli objęci opieką medyczną i socjalną, co stanowiło wyraz szczerego doceniania przez hrabiostwo dla ich pracy. Stąd, jeszcze przez wiele lat wspominano to pokolenie rodziny von Seherr-Thossów z nieobłudnym szacunkiem i sympatią. Wśród wielu szlachetnych przymiotów hrabia Hermann uchodził za człowieka gościnnego. Często urządzał polowania w parku, na które zapraszał wielu gości, w tym z zagranicy. Hrabia Hermann von Seherr-Thoss zmarł w 1893 roku w Wiesbaden, jednak został pochowany w wybudowanym przez siebie grobowcu na terenie parku. Zarządzanie majątkiem przejął jego syn Roger, który miał wówczas 42 lat. Był wtedy ojcem sześciorga dzieci. Mieszkał z dziećmi i żoną Mathilde w nieodległym pałacu Rozkochowie. Niezwłocznie po śmierci ojca przeniósł się z całą rodziną do majątku w Dobrej. Za czasów jego urzędowania przy rezydencji powstała elektrownia wodna, zasilająca w energię pomieszczenia w pałacu i budynkach dworskich. Na początku XX wieku na ziemski majątek rodziny składały się folwarki w okolicy o łącznej powierzchni około 4900 hektarów. Hrabia Roger był zdolnym organizatorem i sprawnym zarządcą. Udzielał się w życiu publicznym, pełniąc funkcję szambelana królewskiego. Był też członkiem w Izbie Wyższej pruskiego Parlamentu, a do tego posiadał wojskowy tytuł majora. Miał z Mathilde sześcioro dzieci. Pierworodnemu synowi nadał imię po dziadku, a swoim ojcu. Młody Hermann urodził się w 1879 roku.

MAŁŻEŃSTWO DWÓCH KONTYNENTÓW

       Najmłodszy potomek syna Rogera, mając 30 lat ożenił się z urodzoną w Paryżu córką amerykańskiego dyplomaty i przemysłowca Margaret Muriel-White. Ślub odbył się w Ameryce, ale małżonkowie postanowili zamieszkać w Dobrej. Jak zakładała rodowa tradycja, następca mógł tam zamieszkać dopiero po śmierci ojca. Dlatego najpierw Hermann zamieszkał wraz z żoną w majątku w Rozkochowie. Tam został zapamiętany jako człowiek szlachetny a przy tym założyciel ochotniczej straży pożarnej. Margaret zaś zapisała się w pamięci, jako wrażliwa na cudzą krzywdę i biedę. Spadkobiercy do kompleksu pałacowo-parkowego w Dobrej przeprowadzają się po śmierci hrabiego Rogera. Nowy zarządca podążał konsekwentnie drogą swoich przodków i pielęgnował w równym stopniu budynki jak i sam park. Ciekawą osobowością okazała się amerykańska żona hrabiego. Za jej czasów w piwnicy pałacu funkcjonował pokój kredensowy, piece chlebowe, chłodnie na lód, prasowalnie. Gotowe posiłki dostarczano do sali bankietowej za pomocą windy na korbę. Choć w pałacu za posiłki odpowiedzialny był kucharz, to sama hrabina Margaret była solidną gospodynią.
W posagu przywiozła do Dobrej komplet mosiężnych garnków oraz patelnie. Zleciła, by je rozstawić na półkach i co drugi dzień czyścić, żeby błyszczały. Hermann i Margaret byli wspominani przez służbę oraz okolicznych urzędników jako ludzie nad wyraz sympatyczni i życzliwi. Często starali się używać języka polskiego w kontaktach ze swoimi pracownikami, którzy się nim posługiwali. W takim stopniu w jakim sami byli w stanie go opanować. O ich wielkoduszności świadczy fakt, że w soboty i niedziele park udostępniano okolicznym mieszkańcom, by mogli podziwiać jego walory. Nagły wybuch I wojny światowej i jej przebieg nie miał istotnego wpływu na rodzinę oraz stan majątków. Nie mówią o tym bynajmniej żadne dokumenty ani spisane wspominki.

TEN 1945 ROK

         Zbliżająca się wojna z 1939 roku nie była zaskoczeniem dla wielu rodów hrabiowskich. O konkretnych jej symptomach mówiło się również w gronie rodu von Seherr-Thossów na kilkadziesiąt miesięcy przed jej wybuchem. Ponadto wiedza o traumie jakiej doświadczyło miliony ludzi w konsekwencji poprzedniej wojny, a następnie niestabilny czas Republiki Weimarskiej skłoniły hrabinę Margaret Muriel-White von Seherr-Thoss do podjęcia odważnej decyzji. Nakłoniła trójkę dzieci (dwóch synów i córkę) by wyjechały do Stanów Zjednoczonych. Niebezpieczna operacja się udała. Najwcześniej dom opuściła córka Margarita. Następnie, po drugiej stronie Atlantyku szczęśliwie wylądowali chłopcy. Wszystko to działo się jeszcze w 1937 roku. Czas II wojny światowej okazał się tragiczny w skutkach dla żony hrabiego Hermanna.                      

          Wizyty i pogróżki kierowane pod jej adresem przez funkcjonariuszy Gestapo doprowadziły ją do silnej depresji. Powodem nękania hrabiny było zorganizowanie wyjazdu dzieci do Stanów Zjednoczonych. Przez kilka lat hrabina była szantażowana aresztowaniem i wysłaniem do obozu koncentracyjnego, jeśli nie sprowadzi dzieci z powrotem do III Rzeszy. Dodatkowym obciążeniem były podejrzenia o pomoc w ucieczce dwóm  brytyjskim lotnikom z obozu założonego niedaleko tamtejszego pałacu. Obóz był filią obozu w Lamsdorf (Łambinowice). Ucieczka brytyjskich jeńców miała miejsce w 1941 roku i do dzisiaj nie wiadomo jak potoczyły się ich losy. Kolejna wizyta   funkcjonariuszy tajnej policji skończyła się tragicznie. 15 marca 1943 roku widząc zbliżających się gestapowców hrabina rzuciła się z najwyższego piętra pałacu. Świadkiem tego wydarzenia była osobista guwernantka i krawcowa, która próbowała reanimować swoją Panią, jednak bezskutecznie. Margaret została pochowana w grobowcu na terenie parku. Żyjący jeszcze po wojnie uczestnicy pogrzebu (guwernantka i jedna z kucharek) twierdziły, że w przygotowaniach i uroczystościach pogrzebowych partycypowali funkcjonariusze Gestapo. Chcieli mieć gwarancję, że hrabina na pewno nie żyła. Z ciekawostek można podać, że jeden z synów, który został wysłany do Stanów Zjednoczonych tuż przed wojną, sam zaciągnął się do wojska…amerykańskiego. Wrócił do Europy, o kilka godzin od Dobrej. Brał udział w walkach przeciwko nazistom w 1945 roku, w mundurze armii amerykańskiej.

        Jak wyglądały ostatnie dni wojny w Dobrej? Gdy w okolicy słychać już było wieści o zbliżających się wojskach radzieckich, dowództwo jednostek niemieckich pilnujących magazynu amunicji w pobliżu pałacu, nakazało hrabiemu Hermannowi ewakuację.  Hrabia zgromadził na dziedzińcu służbę i pracowników. Rozkazał zebranym zabrać konie, wozy i uciekać. 17 stycznia 1945 roku miała miejsce ewakuacja mieszkańców Opola. Tego samego dnia, hrabia Hermann, jak większość uciekinierów obrał kierunek na południe. Postanowił uciekać do Austrii. W okolicach Klagenfurtu rodzina miała szykowną rezydencję. Uciec udało mu się to tuż przed radziecką ofensywą. Między 19 a 22 stycznia 1945 roku jednostki 1 Frontu Ukraińskiego pod dowództwem marszałka Iwana Koniewa zdobywały kolejne miejscowości wokół Opola.  

       Pałac w Dobrej żołnierze radzieccy przejęli zaledwie dwa dni po uciecze właściciela, bo już 19 stycznia. W ciągu dwóch kolejnych dni lokalne oddziały Wehrmachtu skutecznie wyparły czerwonoarmistów z posiadłości. W wyniku walk i silnego ostrzału artyleryjskiego doszło do pożaru i całkowitego wypalenia się większości komnat. Istniał teoria, że ogień nie był przyczyną walk, a podłożyli go żołnierze niemieccy w odwecie za antynazistowskie poglądy hrabiego Hermanna.

NIE BYLI ZAINTERESOWANI

          Po wojnie władzę w terenie sukcesywnie przejmowała polska administracja. Zespół parkowo-pałacowy w Dobrej wraz przylegającymi folwarkami zostały znacjonalizowane. Taki los spotkał też folwarki gospodarcze należące do rodu von Seherr- Thossów. To co zostało w Dobrej, przeszło pod zarządzanie Lasów Państwowych. Od tego momentu ruiny pałacu oraz park były dewastowane i pozbawione należytej konserwacji.

    Szabrownicy okradali park ze szlachetnych gatunków drzew i krzewów. Dopiero na początku lat 90-tych ubiegłego wieku, zamurowano wszelkie wejścia do wnętrza „trwałych ruin”, co miało zapobiegać dalszemu dewastowaniu pałacu.

Jakie były losy hrabiego Hermanna? Uciekając do Austrii hrabia zabrał po drodze na swój wóz, wdowę z dwójką małych chłopców. Po wojnie kobieta ta została jego drugą żoną. Następnie, posiadłość koło Klagenfurtu przepisał jednemu z przysposobionych synów. Uzyskał na to zgodę dzieci z pierwszego małżeństwa. Wkrótce potem zginął w wypadku samochodowym w Austrii.

          W latach 1991-1998 dzięki staraniom wielu ludzi udało się dotrzeć do potomków brata hrabiego Hermanna, pierwszego inwestora pałacu z początku XIX wieku. Potomkowie jednej z linii rodowych von Seherr-Thossów, kilkukrotnie dokonali w tym czasie oględzin kompleksu w Dobrej. Nie byli zainteresowani nabyciem majątku. Wcześniej, bo jeszcze w latach 70-tych, Dobrą odwiedziła wspomniana Margarita, którą matka wysłała za ocean.

REWALORYZACJA

         To jednak nie koniec historii tego miejsca. Nowy rozdział tego uroczego miejsca rozpoczyna się w 2002 roku. Jak to często w życiu bywa, zdecydował przypadek. Pewien wrażliwy na piękno natury człowiek przejeżdżał trasą Krapkowice-Prudnik. Jechał tuż przy parku, gdy zza drzew wyłoniły się wysokie ściany dawnego pałacu. Jak twierdził, była to miłość od pierwszego spojrzenia. Starania o kupno ruin i parku były intensywne. W niedługim czasie miał już nowego właściciela. Rozpoczęły się prace mające przywrócić okolicy dawną świetność. Zarówno pałacowi, jak i terenom zielonym.
Do odbudowy ubytków obiektu sprowadzano specjalny rodzaj cegły i piaskowca. Wszystkie prace musiały się odbywać ręcznie, bez użycia ciężkiego sprzętu mechanicznego ze względu na fatalny stan ścian.  Groziły zawaleniem.

        Po odtworzeniu stropów kolejnych kondygnacji, mieszkańcy wsi Dobra zostali zaproszeni do wejścia do środka pałacu. Po raz pierwszy od 60 lat istniała możliwość spojrzenia na okolicę z niemal samego szczytu pałacu. Wyzwaniem dla nowegoinwestora Franciszka Jopka okazało się ujarzmienie chaosu jaki panował na terenie parku. Priorytetem była regulacja ciągów wodnych opartych na przepływającej przez park rzece Białej. Dziko wyrosłe drzewa zniekształciły pierwotne koryto rzeki osłabiając nurt. Podmywane przez lata drzewa wpadały do rzeki i tamowały jej sprawny bieg. Przez to pojawiły się bagna i mokradła. Wyzwaniem okazało się uregulowanie rzeki, naprawa brzegów, tak aby przywrócić jej wartki nurt. Na dzisiaj celem jest odnowienie turbiny wodnej, która tak jak w przeszłości, miałaby wytwarzać prąd. Park w Dobrej ma status parku historycznego. Stąd czynione są starania by utrzymać pierwotną linię brzegową, a drzewostan utrzymać w należytej kondycji.

          Dziś dzięki prowadzonym od 2002 roku pracom rewitalizacyjnym pałac wraca do najlepszych czasów. A co ważne docelowo budynek ma uzyskać neogotycki charakter, jaki został mu nadany po gruntownej przebudowie z lat 1857-1860. O ile będzie to możliwe, na podstawie zachowanej dokumentacji, wnętrza komnat mają odzwierciedlać wygląd z XIX wieku. Powstały już wizualizacje wielu pomieszczeń, w tym sali balowo-rycerskiej. Kilka lat temu zorganizowano drzwi otwarte dla okolicznych mieszkańców i dziennikarzy. Podziwiać to niezwykłe miejsce można o każdej porze roku. Z pewnością jednak warto uruchomić wyobraźnię i przenieść się w czasy, gdy park przecinały strumyki, po zakolach rzeki pływały łódki. Do czasów gdy kwitł ogród różany, a w pobliżu można było napić się wywaru w pobliskiej herbaciarni. Nic dziwnego, że obecnie park - jak dawniej - jest inspiracją dla lokalnych twórców, poetów, malarzy, fotografów. Historia pałacu i parku w Dobrej oraz rodu von Seherr -Thossów jest pomijana w katalogach i folderach opiewających walory Śląska Opolskiego. Jest nadzieja, która ma solidne podstawy, że wkrótce znowu będzie błyszczeć. Że będzie stanowić nieodłączny element krajobrazu i dawać świadectwo o przeszłości.

Materiał powyższy oparty jest o różne źródła spisany przez autora Jana Szczurka w porozumieniu i za pozwoleniem właściciela pałacu i inwestora  Franciszka Jopka.

 

JAN SZCZUREK – Absolwent Akademii Rolniczej we Wrocławiu oraz Podyplomowych  Studiów Pedagogicznych w temacie: Integracja europejska w 2005 roku oraz  z Prawa i Administracji w 2011 roku.  Jako poeta debiutował „Tryptykiem Poetyckim” w 2011 roku” w „Wrocławskich Jaśminach”. Drukował także w czasopismach reguionu, takich jak: Tygodnik Prudnicki, Panorama Bialska oraz czasopismah ogółnopolskich: Metafora, Radostowa, Okolica Poetów, a także w wielu Alamanachcach Poetyckich. Wydał w 2017 roku zbiór wierszy.