Jolanta Zarębska

 

Mistrz wycinanki czyli kolejne wcielenie Jarka Jabrzemskiego

 

mistrz wycinanki    Poeta, podwójnie związany z Dużym Formatem Rafała T. Czachorowskiego, ponieważ od niedawna współpracuje z wydawnictwem jako redaktor oraz juror konkursów poetyckich, zachowuje styl z poprzednich tomów poezji: Dyptychu ciułaczego i Egzuwii Egzekwii. No, może jest bardziej cyniczny w ocenie rzeczywistości, ostrzejszy w obrazowaniu, celniejszy w nazywaniu niezręczności ludzkich poczynań, ściślej – niegodziwości. Zachowuje urodę łączenia wiersza wolnego z rymowanymi frazami, formami skojarzeń, pojawiającymi się niby przypadkiem w toku niemal epickich wypowiedzi (bo jest w nich często i akcja i narracja).

Wanda Nowik-Pala

 

WARIANTY OBSESJI

 

Tadeusz Król

 

 

            Maria Szyszkowska twierdzi, że „twórczość wiąże się ściśle z buntem wobec tego, co zastane i jest próbą szukania nowych dróg” („Twórcze niepokoje codzienności”). Najłatwiej zauważyć tę tendencję na niwie uprawianej przez artystów plastyków. Niejednokrotnie stawałam zdumiona kunsztem wykonania, zaskoczona tematyką, zachwycona kolorystyką i tajemniczością dzieła, zdarzało się też jednak, że patrzyłam z niedowierzaniem, że to, co widzę, nosi nazwę sztuki. Nikt niczego nie tworzy jednak bezmyślnie, każdemu przyświeca konkretny cel, trzeba go tylko odnaleźć i prawidłowo odczytać. Wiąże się z tym jednak pewien kłopot, nie każde dzieło jest bowiem łatwe do zinterpretowania. W związku z tym nigdy nie możemy być tak do końca pewni, że trafiliśmy na właściwy trop, możemy jedynie snuć przypuszczenia, prawdę zna bowiem jedynie autor.

Kalina Izabela Zioła

 

Milczenie grzechu pełne

 

grzech przemilczenia            Mówią, że milczenie jest złotem. Że jest nawet cenniejsze niż złoto. Czy w życiu naprawdę tak bywa? Nie zawsze.

            Biorąc do ręki kolejną książkę Zbigniewa Niedźwieckiego Ravicza, „Grzech przemilczenia”, spodziewałam się książki napisanej czystym, eleganckim językiem, opisującej życie ludzi spokojnych, poukładanych, czasem targanych namiętnościami, ale umiejących zawsze zachować się zgodnie z zasadami narzuconymi przez savoir-vivre. Czekałam na opisy pięknych wnętrz, wysublimowanych rozmów, na blask kandelabrów i szelest jedwabnych sukien. Do tego przecież przygotowała mnie lektura poprzedniej książki tegoż autora, którą recenzowałam, „Daisy – Błękitna tożsamość”.

Anna Dominiak

 

Piszę wiersz o pustyni.

O najnowszych inspiracjach w poezji Marka Piechockiego.

 

Przedstawienia pZygmunt Marek Piechocki, "Przedstawienia", Gorzów Wlkp., 2017, s. 34

Poezja Marka Piechockiego zawsze mocno karmiła się inspiracjami. Autor odsłaniał ich źródła albo poprzez motta, albo cytaty wplecione we własne teksty. Wypowiedzi wybranych poetów często stawały się punktem wyjścia do podjęcia dialogu z innym spojrzeniem. To zetknięcie wewnętrznego głosu z bodźcem z zewnątrz prowadzi często do odkrywczych konstatacji. Dzieje się tak nie tylko w  najbardziej wyraźnym pod tym względem tomie "Preteksty", ale także w zbiorze "Ad libidum" zbudowanym z wierszy wyrosłych z fascynacji muzyką, której Marek jest miłośnikiem i znawcą. Ostatni tomik pokazuje, jak bardzo jest to twórca oczytany, otwarty na rozmowę z drugim człowiekiem, ale także urodę świata. "Przedstawienia" to książka złożona z dwóch części. Pierwszą stanowi 16  datowanych wierszy, które powstawały od ostatniego dnia grudnia 2016 roku do 12 sierpnia 2017. Druga część natomiast to przejmująca elegia "Na odejście" - teksty poświęcone pamięci zmarłej wiosną 2017 roku Mamy, malarki Stanisławy Piechockiej oraz zamykające zbiór, prozatorskie wspomnienie Ojca.

Andrzej Walter

 

Paranoja znieczulenia

 

amsterdam   Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate - Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy … Tu…wchodzicie … To jedno zdanie, fatalistyczne ostrzeżenie, mało kogo już  dziś przejmuje. Piekło, czyściec czy choćby raj stały się krainami z bajek dla niegrzecznych dzieci. Szkopuł w tym, że chyba już wszyscy obecnie staliśmy się właśnie niegrzecznymi dziećmi jakże skutecznie znieczulonymi na innych.

 

Ludwik Filip Czech

 

Bilans pór przejściowych

 

smierciochron   Najnowszy zbiór wierszy Wojciecha Banacha nosi tytuł "Śmierciochron". Poeta jest autorem kilkunastu książek, laureatem istotnych, literackich nagród. Nie trzeba zgadywać czym jest tytułowy śmierciochron. Autor znakomicie go definiuje w wierszu otwierającym zbiór /"Poezja - próba definicji"/. Ten utwór dedykowany jest Wojciechowi Gawłowskiemu, ale jego adresatem mógłby być każdy artysta. Z oczywistych względów podmiotem lirycznym tego wiersza jest poezja. Magia słów, znaków, symboli, wreszcie aura aktu twórczego - to wszystko staje się tutaj nie tylko sensem życia, ale przede wszystkim instrumentami do jego zrozumienia. Swoistą książką kodów, rozwikłującą jego tajemnice i pułapki. Poezja to również cichy wspólnik w marzeniach o nieśmiertelności. Równocześnie główny animator naszego żałobnego konduktu. Jest ona zatem reżyserem życia, ale i umierania.

 Przytoczę cały wiersz:


 

Ze strachu

może trochę z nadziei

wymyśliliśmy sobie

śmierciochron

 

przez lata trzymaliśmy go

trzema palcami

delikatnie niczym pióro

płochliwego ptaka

czasem oburącz - jak wiosło

lub karabin

 

pomagał nam uwierzyć

w magię

zapisywania i odczytywania

znaków

w sens słowa

trwałość znaczenia

i choć wydawało się

że jest to sposób na życie

dalej umieramy

pewni wieczności z naszym udziałem

 

   Ale glejt na "wieczność z naszym udziałem" może niebawem stracić ważność. Kondycja poety ulega zmianom. Jego dotychczasowy wizerunek musi sprostać nowym wyzwaniom. Bo oto twórczość poety staje się zaledwie dodatkiem do jego  życiorysu, talent - pretekstem dla oczekiwanej przez tłum celebry. Za plecami autora czytającego wiersze mile widziany jest skandal. W "Spotkaniu z /nie/ ciekawym pisarzem" twórca staje twarzą w twarz z nowym typem odbiorcy. To miłośnik sztuki z obyczajową wkładką, obserwator drugiego, pikantnego planu. Banach ironizuje, łypie złośliwie okiem, studzi oczekiwania. Grzecznie prosi o dystans, rezygnuje z konfrontacji. Dopiero w następnym wierszu pozwala sobie na komentarz /"Wierność i cel"/. Tutaj "drżąca ręka" nie jest synonimem przypadłości wieku dojrzałego. Jest refleksją nad pytaniem - czy było warto? Czy owe "pory przejściowe" z kolejnego wiersza, czas poświęcony poezji, nie został zmarnowany? Ten znak zapytania wisi jak miecz Damoklesa nad tym zbiorem. Przytoczę fragment - "Czas /poezji/ w zawiasach":

 

Nie ma kiedy

pisać wierszy

 

w dzień

trzeba pracować

trzeba zarabiać

żeby przeżyć

trzeba kurwa pracować

/ale po co?/

 

w nocy

trzeba odpoczywać

trzeba spać

trzeba pić wódkę

/ale po co?/

/.../

 

pozostają jeszcze pory przejściowe

ale są za krótkie

i naprawdę

nie ma kiedy pisać

tych pieprzonych wierszy

/.../

 

   Jeśli pytaniu o sens życia towarzyszy znak zapytania, to refleksji nad przemijaniem sekunduje zazwyczaj wykrzyknik. Autor nie odbiega w tej materii od innych poetów. Jego odrębność jest jednak wyraźna. Wynika ze słusznego wieku, talentu, dyscypliny. Młodości nie jest obcy patos. Lubi przywdziewać żałobne stroje, zwiedzać katakumby. Śmierć to dla niej mit, zbiór rytuałów, pretekst do odpalenia fajerwerków.

Dojrzały autor pisze o śmierci chłodno, bez pustych efektów, jakby pisał o dołowaniu ziemniaków. Tutaj zdarzenia oczekiwane, wyroki ostateczne, mają wymiar rzeczowego komunikatu. To relacjonowanie faktów, podsumowywanie strat,  bilans bez emocji. Choćby w "Mężczyźnie sześćdziesięcioletnim" czy pięknym tekście " Zagubieni w języku". Ten ostatni, posługujący się pokoleniową klamrą, jest wyjątkową robotą. Wyjątkowa jest również pogoda ducha tekstów pokrewnych. Źródłem takiego stanu, takiego postrzegania świata jest pasja. Tożsamość autora jest bowiem głęboko zakorzeniona w literaturze. Jest on jej zakładnikiem, długoletnim rezydentem jej salonów. Ale w tak jednostronnej relacji, w takim romansie, nie ma miejsca na osobiste wybory. Tutaj rządzi konieczność. Nawet w sytuacjach granicznych trzeba oddawać jej hołd.  Fragment wiersza "Przypadłości zdrowotne":

 

Pod presją lekarzy i rodziny

zawiesiłem palenie

staram się stosować dietę

zrezygnowałem z cukru ograniczyłem sól

rozrzedzam krew przeciw zakrzepicy

ćwiczę kręgosłup z dodatkowym kręgiem

w górnym odcinku

/.../

 

jedynie

nie mogę pozbyć się

przewlekłej

choroby niespokojnych myśli i rąk

objawiającej się

poezją

/.../

 

Poetę interesuje również szeroko rozumiana współczesność. Rozterki duchowe, rozważania moralne nie przesłaniają mu widoku na dzisiejszość. Jest obserwatorem społecznych debat, recenzentem publicznych sporów. Nie stroni od bieżącej polityki. Tę ostatnią komentuje w typowy dla siebie sposób - z przymrużeniem oka, ironicznie, często odnajdując ją w krainie absurdu / "Ustawa"/. Jeśli jest orędownikiem zmian, nowych trendów, zjednoczeniowych wizji, to tylko tych zdroworozsądkowych, zakorzenionych w logice /"Poprawność"/. Dowcipnie opisuje nasze upodobanie do wielkomiejskiego blichtru /"Neon"/, bawi go wirtualny świat statystyk /"Prawdopodobnie i statystycznie"/. Celnie obnaża pretensjonalność  reklam /"Jak w reklamie"/. Jest jednak śmiertelnie poważny, kiedy dostrzega w medialnym tyglu dowody ludzkiego zezwierzęcenia. Nasze zamiłowanie do krwi, zemsty i mordu.  Mam na myśli wiersz "Kolorowy sen". To świetna robota. Jedna z lepszych w tej książce. Przytoczę fragment:

 

Kiedyś zgodnie z zaleceniami

liczyłem szare owce

obecnie

gdy nie mogę zasnąć

pojawiają się

mężczyźni w czarnych strojach

idący piaszczystym brzegiem morza

oraz mężczyźni w pomarańczowych strojach

prowadzeni piaszczystym brzegiem morza

/.../

 

sprawdzam morze - nie znam nazwy

choć nagle wygląda na bardzo czerwone

 

chcę zasnąć

i obudzić się

w kolorze błękitu

na brzegu innego morza

 

 

   W poezji Wojciecha  Banacha nie ma miejsca na przypadek. Jest pomysł, konsekwentna realizacja, stylistyczny umiar. Autor wie, że cechą dobrej poezji jest jasny komunikat. Tą lekcję odrobił na piątkę. "Śmierciochron" ma jeszcze jedną, rzadko zaletę - nie tylko opisuje świat, również go uzupełnia. Czyni go bogatszym, pełniejszym, bardziej ludzkim. A to, przynajmniej dla mnie, bardzo istotne.  Nie sposób pomylić wierszy tego autora z pracami innych poetów. Pozostaje zatem czekać na kolejne publikacje sygnowane powyższym nazwiskiem.

   Książkę polecam.

 

 

Wojciech Banach

"Śmierciochron"

Galeria Autorska

Bydgoszcz 2017

 

 

str. 77

Karol Czejarek

 

Malarstwo  Marii Wollenberg-Kluzy

 

Wollenberg Kluza MariaMam wobec Artystki dług wdzięczności za bezpłatne udostępnienie swego obrazu „Krzyk nocy” na okładkę mojej (i prof. Tomasza G. Pszczółkowskiego) najnowszej książki „Historia pamięcią pisana. Biografie polsko-niemieckie cz. II” (Wydawnictwo Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora, Pułtusk 2017).  

Wykorzystany na okładce obraz przedstawia dwie rozpaczliwie wyciągnięte „ku niebu” dłonie błagające o pomoc!

Obraz idealnie odpowiada treści książki wracającej m.in. do koszmaru holocaustu i zbrodni dokonanych przez Niemców w latach okupacji 1939-1945. (Tyle, że książka ma i inne przesłanie: jak po tym, co wydarzyło się, możliwe jest obecne pokojowe sąsiedztwo i współpraca obu naszych narodów).

Zdzisław Antolski - Dziennik recenzenta (2)

antolski zdzislaw

 

 

DZIENNIK PRZEMIJANIA

obrastam dniamiZ poezją Bogusława Olczaka zetknąłem się przed laty na portalu piszemy.pl, gdzie występował pod Nickiem Bodek. Pisał wówczas wiersze baśniowe, pełne fantazji i zaczarowanych krain. Jakież było moje zdumienie, kiedy zacząłem czytać jego zbiór wierszy zatytułowany „Obrastam dniami”. Gdzież się podziały dawne krainy legend i czarów. W poezji Bogusława Olczaka liczy się konkret i codzienność sam podmiot liryczny „obrasta dniami jak pomnik mchem”.