Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Niemczyzna okiem Maxa Frischa

z dziennikaDziwna trochę była moja lektura tego dziennika. W pierwsze stronice wchodzi się mozolnie, chropowato, bez dużej przyjemności czytelniczej, jest w narracji Frischa jakaś szorstkość, zdawkowość, zapiski jakby z użytkowego brulionu, notatnika, wiele wygląda na czysto przypadkowe i bez znaczenia dla postronnego czytelnika, jak choćby uwagi o niemieckim życiu literackim lat 1973/1974. Lektura zdaje się mieć niezbyt ponętny smak, mulisty, nijaki, jakby żuło się tekturę. I oto powoli, trochę niepostrzeżenie, z tego absmaku zaczynają się wyłaniać smaczne drobinki, mulistość przeradza się w smak coraz bardziej wyrafinowany i lekturę kończy się ze smakiem dobrej, szwajcarskiej czekolady w ustach. Dzienniki berlińskie Frischa robią wrażenie kompletnej improwizacji i przypadkowości, ale jak zapewnia autor posłowia Thomas Strassle, powstały jako przemyślana konstrukcja, kompozycja. To co w  nich najsmakowitsze, to cierpki smak niemczyzny podany przez wybitnego niemieckiego (w sensie języka, bo państwowo był Szwajcarem) dramaturga i ciekawego myśliciela. Dostajemy tu fragmentaryczne, ale sugestywne portrety Berlina, Zűrichu, portrety ważnych postaci niemieckiego pisarstwa, jak m.in. Gunter Grass, Jurek Becker, Rolf Biermann, Christa Wolf, Magnus Enzesberger, ciepłe uwagi o Bertoldzie Brechcie i cierpkie o Tomaszu Mannie, olimpijczyku niemieckiej literatury, którego Frisch raczej nie cenił, ujmując rzecz najdelikatniej. Szczególnie unikalne są uwagi na temat Niemieckiej Republiki Demokratycznej, w której Frisch bywał, aby spotykać się z tamtejszymi pisarzami i której klimat intelektualny i ideologiczny opisywał. Do treści zapisków dołączona jest garść objaśnień, niezbędnych postronnemu czytelnikowi do lepszego zrozumienia całości. Słowem - wyborna, esencjonalna lektura, więc warto było przetrwać początkowe lizanie papieru ściernego.

Jolanta Zarębska

 

Mała epoka Daniela Madeja

 

mala epoka

 

    Epoka może mała, lecz wiersze duże, pojemne, dziwnie trafne. Za każdym razem trafiają w punkt do bólu. I nie wiem dokładnie, kogo i co boli, uwiera, ale jest wyraźne i daje do myślenia, gdy się tak „patrzy w ekran z intymnego dystansu”. Ale nie tylko to, więc jest naprawdę dobrze. Wiersze debiutanta, które są już czymś więcej.

Jolanta Zarębska

 

Na kolcach jeża – cały świat Jana Stanisława Kiczora

 

na kolcach jeza    Jeśli jeszcze trwasz w przekonaniu, że jeże zbierają na kolce rumiane jabłuszka i dorodne borowiki, bo lubią się nimi pożywić, jesteś w błędzie. Ten obraz zdarza się w ilustracjach bajek dla dzieci, a trzeba wiedzieć, że jeże lubią mięsko. I tu jest mięsko. W tomie Jana Stanisława Kiczora, wydanym przez Fundację Duży Format pod redakcją Rafała T. Czachorowskiego w 2017  wyczytuję sobie sporo treści. A ileż tu znajomych! Wirtualnych, poznanych  w sieci, czytanych i wcześniej recenzowanych.

Krystyna Tylkowska

 

Koncert i psychodrama

 

tylkowska krystyna n

 

(o Pięknym i nieczułym w warszawskim Teatrze Polonia w reżyserii Edwarda Wojtaszka)

    Dramat Jeana Coucteau trochę mnie rozczarował. Bardzo cenię tego twórcę, jednak Pięknego i nieczułego (przyznam, nieznanego mi z lektury i po raz pierwszy widzianego na scenie) nie uważam za utwór wybitny. Jednocześnie potrafię zauważyć jego sceniczną atrakcyjność.

  Piękny i nieczuły został napisany dla Edith Piaf. Jego autor stworzył więc postać na miarę tego konkretnego talentu, tej konkretnej osobowości scenicznej. Z całą pewnością również wcielenie się w bohaterkę dramatu może stanowić wyzwanie dla innych uzdolnionych artystek, odnajdujących się w monodramie (bo tak naprawdę mamy tu do czynienia z monodramem). Do tych artystek należały między innymi polskie aktorki wcielające się w tę postać, a teraz Natalia Sikora udowodniła, że także zalicza się do tego grona.

Zdzisław Antolski „DZIENNIK RECENZENTA”

 

TANIEC Z SOKRATESEM

 

Taniec z gwiazdami      Agnieszka Zięba-Dąbrowska to poetka już doświadczona, ma na swoim koncie wiele tomików poetyckich, a jej styl jest rozpoznawalny. W swoim najnowszym zbiorze zatytułowanym „Taniec z gwiazdami” za tło swoich rozmyślań obrała sobie antyczną sztukę Egiptu I Rzymu. W wierszu „Portret kobiety z epoki Flawiuszów” pisze: „Jestem oziębłym ptakiem / na grafice czasu…”, ale to chyba tylko kobieca kokieteria, bo właśnie poetka nie jest oziębła, jak bohaterka jej wiersza. Raczej odwrotnie, jej wiersze pełne są erotycznego ognia i piękna. Najlepiej to widać w wierszu „Kobieta z welonem (fragment malowidła z Villi Misteriów)”:

Książki pod lupą - Cukiernia pod Amorem

cukiernia

Click to download in MP3 format (9.15MB)


 

 

Książki pod lupą - Noc ognia

Noc ognia

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Anna Błachucka

 

Jak o tych czasach opowiedzieć?

 

wnucek   Kto i jak ma prawo opowiedzieć o Polsce w czasach transformacji ustrojowej? Uważam, że każdy, kto żył w tym okresie, komu daty i wydarzenia wyryły w pamięci ślad. jedyny i niepowtarzalny zapis tamtych dni.

Włodzimierz Kłaczyński w książce zatytułowanej „Wnucek” wydanej w 2017 roku przez wydawnictwo PROFI-MED w Mielcu, decyduje się przedstawić nam specyficzne zesławienie zdarzeń, faktów z tych lat. podanych przez leciwą staruszkę, babkę Dzwoniatkową. ze wsi Łążek położonej gdzieś tam w południowo-wschodniej Polsce. Ten głos to nie dzwon, nawet nie sygnaturka, ale dzwoneczek, pojedynczy, acz na takich tonach, że kto książkę przeczyta, to dzwonienie w sobie odczuje i o spokój wewnętrzny będzie mu trudno. Będzie reanimował swoje przeżycia, będzie sobie wyrzucał, zarzucał, będzie szukał usprawiedliwienia dla siebie i bliskich, będzie się zastanawiał co powinien wtedy zrobić, a na co się zdecydował „dla świętego spokoju”, a co przyjął jako słabszy, jako ten niżej stojący w hierarchii społecznej.

Arkadiusz Frania

 

 

Ułożyć świat z liter: „b”, „o”, „l”, „o”, „n”, „i”, „a”

bolognaProwadząc misyjną działalność promowania literatur bałkańskich w Polsce, niezmordowana i konsekwentna do bólu slawistka Olga Lalić-Krowicka w drugiej połowie 2016 roku zaprezentowała czytelnikom w trzyjęzycznym słoweńsko-chorwacko-polskim wydaniu wiersze urodzonego w Nowej Goricy (Słowenia) Borji Bolčiny pt. Bologna. Oryginalna włoska nazwa miasta w tytule zbioru może sugerować pewien (inter)nacjonalny rys tekstów równoznaczny z wtopieniem się podmiotu lirycznego w miejscowy pejzaż i środowisko. Już bowiem liryk otwierający ten w istocie włoski tom przynosi opis sytuacji posiłku z nieodzownym parmezanem i adresowaną do Franko „w zielonej / fluorescencyjnej kurtce” (s. 63) wypowiedź na temat miejsca jednostki w historii i możliwości kształtowania jej przez człowieka.