Halina Ewa Olszewska

 

ROZTOCZE w twórczości WACHNIEWSKIEJ

 

olszewska halina         Polska, to piękny kraj, z wieloma malowniczymi regionami, do takich zalicza się Roztocze, kraina geograficznie łącząca wyżynę lubelską z Podolem. Urokliwy Zwierzyniec na Zamojszczyźnie, z kościółkiem na wodzie i ciekawą, częstokroć dramatyczną historią dziejów, uważany jest za stolicę roztoczańskiej krainy po polskiej stronie tego obszaru.

   Piękno Roztocza wzbudza zachwyt wśród turystów, jest inspiracją w sztuce fotografii, jak też natchnieniem dla poetów, rzeźbiarzy, malarzy. Jednym z dowodów na to jest album „Aleksandra Wachniewska. Malarka Roztocza”, wydany przez Roztoczański Park Narodowy. Autorem książki jest Tomasz Gajewski (pod redakcją Tadeusza Grabowskiego i Lechosława Lameńskiego).

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

 

Zapiski ze świata zaginionego

jutro bedzie zemstaKto kochał, osobiście lub „per procura” świat dawnego polskiego teatru, świat premier, aktorów, reżyserów, kreacji, wydarzeń i klap, koktajli i rautów, z czasem coraz skromniejszych i rzadszych, a także barwnych spotkań towarzyskich i anegdot, ten koniecznie powinien sięgnąć po to świadectwo tych czasów zapisane przez Andrzeja Łapickiego (1924-2011), bo znów może się wyobraźnią zanurzyć w tym świecie po uszy. Jego dzienniki z lat 1984-2005 wydobyte na jaw przez córkę Zuzannę są jakby głosem zza grobu, pamiątką z nieistniejącego już świata, a ściśle z jego schyłku. Setki pasjonujących zapisków dotyczą dwóch przede wszystkich płaszczyzn – teatru, w którym w tamtych czasach Andrzej Łapicki brał jeszcze czynny udział oraz polityki, w którą artysta wdał jeszcze po wprowadzeniu stanu wojennego i z którą flirt kontynuował do lat 1989-1991, kiedy to jako poseł z ramienia solidarnościowego klubu OKP znalazł się w Sejmie (acz, trzeba to zauważyć, politykiem z krwi i kości nie był). Jak widać z dat obejmujących zapiski, zaczynają się one w PRL, a kończą w zaawansowanej już III RP. Jednak nie ten historyczny aspekt stanowi o głównej wartości tych dzienników, choć i on wart jest doceniania, tym bardziej, że Łapicki czynił uwagi także o niektórych osobach do dziś czynnych w polskiej polityce. To przede wszystkim niezliczony zasób faktów, obserwacji, spostrzeżeń, personaliów, anegdot z życia i aktywności polskiej inteligencji twórczej, formacji w tym kształcie w jakim jawiła się w swojej wyjątkowości, dziś już chyba ginącej. Tego typu zachowań, interakcji, aspiracji, tego rodzaju duchowości, dowcipu, esprit dziś już prawie nie ma, a jeśli są, to w stanie postępującego zaniku, jako relikty swoistego świata zaginionego. Andrzej Łapicki zaś był nie tylko wybitnym aktorem, ale także typem eleganckiego w każdym calu inteligenta, przystojnego, trochę staromodnego w obejściu dżentelmena jakby z innej, minionej epoki. Miał też niezłe, dość lekkie i dowcipne pióro, którym potrafił także rozdzielać wytworne złośliwości, z których znany był przede wszystkim w bezpośredniego z nim kontaktu, jako jeden z mistrzów tzw. zwischenrufa czy bon motu. Z blisko siedmiuset stron całości edycji, około stu pięćdziesięciu zajmują ułożone w porządku alfabetycznym biogramy osób, z którymi Andrzej Łapicki znał się, przyjaźnił lub miał cokolwiek do czynienia. Pasjonująca lektura, obraz świata interesującego, nietypowego, niecodziennego, trochę dla czytelników postronnych egzotycznego, a przez to bardzo kolorowego. Te dzienniki są cennym uzupełnieniem kilku już książek o Andrzeju Łapickim, jakie ukazały się na przestrzeni kilku dziesięcioleci. Pyszna lektura.

Recenzja teatralna

 

 Tomasz Miłkowski

 

Ułani, ułani

 

ulani ulani

Tomasz Miłkowski pisze w "Przeglądzie" po premierze UŁANÓW w Teatrze Narodowym (reż. Piotr Cieplak):

Przezabawna to komedia, napisana przed wielu laty przez Jarosława Marka Rymkiewicza, w czasach, kiedy Rymkiewicz był zgoła kimś innym. Wtedy nikogo nie chciał wieszać (choć siekanie armatniego mięsa już go bawiło), ale niczym gorszyciel Gombrowicz parodiował polskie ciągoty do szabelki i konika, prześmiewał się z romantycznych mitów, wzniosłości i czającej się za tym wszystkim impotencji. I tej metaforycznej, czyli niezdolności do kreacyjnego działania, i tej dosłownej, prokreacyjnej. O tym poniekąd są „Ułani" – bo panna nie może znaleźć wśród Polaków, wojaków, ułanów nikogo, kto sprostałby ojcostwu. Wprawdzie ordynans może zrobić swoje, ale na ojca się nadaje i po pomoc trzeba iść do obcych, austriackiego Feldmarszała. Tak przynajmniej postanawia Książę-Widmo za aprobata Ciotuni.

Andrzej Wołosewicz

 

Spokojnie to tylko… niepokój

 

AW„36 wierszy o niepokoju” Joanny Bąk to kolejny tomik poetycki autorki. Jak zwykle perfekcyjnie wydany, co nie dziwi w wypadku absolwentki filologii (polskiej) z edytorstwem i komunikacją medialną jak czytamy w zamieszczonym biogramie. Twarda kolorowa okładka, dużo kolorów wewnątrz, nie ma stron czarno-białych (!), kolory zdają się być dobrane dobrze (nie będę się mądrzył, bo się nie znam), ale bardziej konserwatywny czytelnik (a za takiego się mam) może to odbierać jako zbyt przeładowane wzrokowymi wrażeniami, nie wiem, czy nie odwodzącymi od poetyckiego meritum, od słowa. Poza tym połączenie małego formatu, kilku barw i samych wierszy na jednej stronie powoduje czasami efekt taki jak na stronie 37 czy 31 – pojawienie się dość drobnej czcionki, innej niż na pozostałych stronach. Ja momentami dostaję oczopląsu, oczywiście mogę to zrzucić na swój wiek i okulary i mam nadzieję, że to jedyny powód takich akurat wrażeń. No, ale to wszystko nie dotyczy samych wierszy, więc teraz będzie już tylko, Joasiu, lepiej!

ELŻBIETA MUSIAŁ o Antologii Poetów Polskich 2017

 

Antologia poetow polskich 2017 OKLADKA

 

 

W kręgu emocji

Antologia Poetów Polskich 2017 jest 670-stronicową książką, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Pisarze.pl. Pomieszczono w niej wiersze blisko 130 autorów. I jest to już drugi z tego cyklu tom, a zgodnie z obietnicą redaktora Filipa Wrocławskiego będzie miał jeszcze swoją kontynuację. Należy mu wierzyć, bo to ambitny redaktor, o czym zaświadczy już choćby wysoki poziom edytorski pozycji. Musi być i pracowity, i czuły na poezję, bo wybrać wiersze z ogromnej liczby nadesłanych przez ponad pół tysiąca autorów – to nie lada odpowiedzialność i praca.

A jeśli tak gremialnie mierzymy się z poezją, to skłonna jestem przyznać rację Arystotelesowi, który uważał, że poezja jest właściwością ludzkiej natury.

Książki pod lupą - Światła małego miasta

swiatla malego miasta

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Stanisław Rogala

 

PRZYPOMNIEĆ PIERWSZE DOŚWIADCZENIA

 

kartkowka grabowski            Kartkówka, to, jak pamiętamy z czasów szkolnych, sprawdzian z określonej wiedzy. Takim sprawdzianem wiedzy, ale i postaw, czy umiejętności właściwego zachowania się nierzadko w trudnych sytuacjach, dla bohaterów nowego zbioru opowiadań Stanisława Grabowskiego – Kartkówka – jest wchodzenie w dorosłość. To młodzi bohaterowie, dopiero doświadczający życia, jak w opowiadaniu  otwierającym tom pt. Miły wieczór w spalonkach, „kwalifikujący się głównie do szkoły podstawowej”, ale niejednokrotnie stawiani już wobec trudnych wyborów. Czytamy: „Ich największy pech – nie zdążyli na wojnę, nie wzięli w niej czynnego udziału (...) Niemcy strzelali do nich (rodziców, starszego rodzeństwa, czy krewnych), by ich zabić, by zniszczyć nielegalną organizację zbrojną lub polityczną (…). A oni dwunasto-czternastolatkowie z tej wojny, co ogarnęła pół świata, niczego nie uszczknęli. Stąd brały się ich frustracja i agresja”. I narrator przypomina historię „bitwy” między chłopakami w małym mieście, w 1951 roku, będącą dla nich rodzajem „rekompensaty” za „niewojenny” czas. Z atmosfery dziecięcego snu jej pięcioletniego świadka, przypadkowo zaplątanego w krwawy incydent, pozostał wielki strach przed „wspólną dzieciom wojny zapiekłą i irracjonalną nienawiścią” przypominany także w innych utworach Kartkówki (w podtytule zbioru autor zaznaczył, że są to: „opowiadania i wspomnienia”).

Andrzej Walter

 

Męski świat

 

czym jest czlowiek szalay   To jedna z najgłośniejszych ostatnio książek na świecie. Recenzje pojawiły się w szerokiej rozpiętości intelektualnej od Los Angeles Review of Books po naszą siermiężno-zaściankową lewacką Politykę oraz niektóre portale z ambicjami. Książka została finalistą Nagrody Bookera, a niedawno ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa WAB. Czy warto po nią sięgnąć?... Już odpowiadam: - po stokroć tak.