Piotr Wojciechowski

 

ZMOWA DLA PRZYSZŁOŚCI

 

wojciechowski cr     Idzie październik – a ja znowu stanę przed studentami. Co im powiem o scenariuszu? Co roku co innego, aby samego siebie nie zanudzić, nie rozwalić uroku studiów siekierą starego konspektu.

     Scenariusz to myślenie o przyszłości, scenariusz filmu jest na podobieństwo scenariusza jutrzejszego obiadu, scenariusza rehabilitacji złamanej nogi, scenariusza ewentualnej wojny na Wschodzie, scenariusza zimowego wejścia na K – 2. Scenariusz to najpierw myślenie o przyszłości – ale też potem zapis opowieści o przyszłości.

     Musi to być taki zapis, od którego może zacząć się rozmowa. Rozmowa reżysera z aktorem, rozmowa operatora ze scenografem, rozmowa producenta z dystrybutorem.

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

Musisz sam chcieć sobie pomóc

moja spowiedzKrzysztof Stanowski, szef portalu „Weszło” na pytanie o to, dlaczego ukazują się takie książki jak ta, Janczyka i Dobrowolskiego, odpowiedział: „Bo takie chcecie czytać”. No tak, ktoś znany, przynajmniej przez pewien czas na świeczniku, leci na samo dno. Marnuje talent, niewyobrażalne dla większości, nie tylko w Polsce, pieniądze, od śmierci ratują go lekarze. Przegrał życie, ale wciąż jest nadzieja, że się podniesie. Tak, tego Stanowski nie dopowiedział, ale wydaje się to oczywiste: wszyscy w takich historiach oczekują też happy endu.

Tylko… czy w tej historii będzie dobre zakończenie?

 

Zdzisław Antolski

 

DZIENNIK RECENZENTA. Metafizyka codzienności w wierszach Jolanty Michny

 

 

metafory przestrzeni   Jolanta Michna jest już doświadczoną poetką, autorką kilku zbiorów wierszy, nagradzaną w konkursach literackich.. Tematem jej twórczości jjest nieodmiennie poszukiwanie sensu życia w wędrówce, tej dosłownej, jak i metaforycznej, definiującej nasz istnienie. Człowiek żyje w czasie i przestrzeni. Metafizyka jego bytowania, codzienność i odświętność wędrowania są tematem ostatniego zbioru wierszy pt. „Metafory przestrzeni”..

   Wiersze Jolanty Michny opisują codzienność, w której mimo zwyczajności czai się jakiś niepokój, lęk, a może przede wszystkim pytanie o sens życia, o swoją tożsamość. Obserwacja życia, a także przyrody, przynosi szersze refleksje na temat powołania człowieka, jego roli w świecie, a także o powinnościach sztuki, filozoficzne, odwieczne pytania dotyczące losu człowieka.

   Bohaterka liryczna tych wierszy ma kłopoty z tożsamością. Fascynuje i przeraża ją zbiorowość ludzka. Bowiem w tłumie łatwo się zatracić, zagubić swoją indywidualność.  W wierszu „znaleźć się pośród ludzi i nieludzi” pisze; „w wielkim tłumie ciężko odnaleźć / nawet samego siebie”, następuje jakaś dehumanizacja i w końcu

 

rekomendacje spp 01 10 18

 

 

Wacław Holewiński

Julian Wołoszynowski – nie dać mu zginąć…

przed wschodemNota o Julianie Wołoszynowskim w Wikipedii: „(ur. 4 kwietnia 1898 w Serbach (obecnie Гонтівка) na Podolu, zm. 16 grudnia 1977 w Warszawie) – polski prozaik, dramatopisarz, krytyk i aktor teatralny. Studiował w Kijowie. Od 1919 mieszkał w Warszawie; był aktorem w Reducie (1922-1924). Był synem Joachima i Marii z Łukaszewiczów.” Wymieniono też utwory napisane przez pisarza. Koniec, kropka. Nic więcej. Czasami łapię się za głowę – to ten przypadek. Ktoś, kto napisał współcześnie dwie, trzy książki ma ogromną notę, pisarz wybitny, a takim bez wątpienia był Wołoszynowski, krótkie cztery zdania…

 

Andrzej Walter

 

Gdzie by tu zrobić kupę za darmo

 

danse macabre i inne   Niezwykle rzadko zdarza się w przestrzeni polskiej poezji, że jakiś tom doczekuje się swojego drugiego wydania. Dokonał tego między innymi Piotr Macierzyński – świetny poeta z Łodzi, można rzecz ryzykownie określić - wciąż jeszcze młodego pokolenia (1971). Jego debiutancki tom z roku 2001 wydany nakładem krakowskiego Wydawnictwa Zielona Sowa zatytułowany „Danse macabre i inne sposoby spędzania wolnego czasu” doczekał się w ubiegłym roku wznowienia przez białostocką Fundację Sąsiedzi. Natrafiłem na niego w warszawskiej księgarni Uniwersytetu Warszawskiego – jaskiniowym relikcie zaopatrzonym wciąż, aczkolwiek przyznajmy -nieco chaotycznie, w tomy współczesnej polskiej poezji...

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Trzy wspaniałe eseje czarne jak atrament

rekopis znaleziony na scianiePrzypuszczam, że niewielu czytelników tego tomu złożonego z trzech esejów domyśliło się od razu, że jego tytuł: „Rękopis znaleziony na ścianie” (przynależny do pierwszego z esejów) ma wydźwięk makabryczny. Chodzi bowiem o rozbryzgany na ścianie mózg hrabiego Jana Potockiego, twórcy „Rękopisu znalezionego w Saragossie”. Wydaje mi się to celową uwagą wstępną, bo eseje Krzysztofa Mrowcewicza przeniknięte są czarną barwą głębokiego pesymizmu egzystencjalnego, podanego jednakowoż językiem jasnym autora, którego ten świat może i zasmuca, ale też i jednocześnie zachwyca, fascynuje swoją niemożliwą wprost urodą, estetyczną i intelektualną. Jest bowiem piękny pięknem swojego bogactwa i swojej grozy. Bohaterami dwóch esejów Mrowcewicza są wspomniany Jan Potocki i Jan Kochanowski, a bohaterem - o ile można się tak wyrazić - trzeciego jest: ogród z „Sofijówki” Stanisława Trembeckiego. Esej o Potockim zaczyna się opisem pistoletu, z którego tenże strzelił sobie w głowę, czyli opisu narzędzia samobójstwa. Więcej, to opis procesu mechanicznego, podanego jakby w zwolnionym tempie, w sekwencji stop-klatek, który kończy się wniknięciem kuli w czaszkę i mózg pisarza. I nagle z tego ponurego, zakrwawionego pokoju w podupadłej posiadłości Potockiego w Uładówce na Ukrainie eseista przeskakuje w migotliwy, kalejdoskopowy, niepochwytny świat tego pisarza, ezoteryka, filozofa, mistyka, kabalisty, podróżnika, szaleńca, przyrodnika, człowieka pozbawionego złudzeń co do życia. Jest w tym eseju myśl co prawda nie nowa, że świadomość Potockiego oraz esencja i sens esencja jego sławnego „Rękopisu” rodzi się na styku czasów oświeceniowego rozumu, który zaczyna być podmywany przez nadchodzącą, irracjonalną epokę romantyczną i przez chaos, który wbrew oświeceniowej utopii jest nieodłącznym atrybutem i zasadą świata. I ta myśl, że był on krańcowym, czarnym, depresyjnym pesymistą. Jako się rzekło, myśl to nie nowa, bo o tym czytałem już w 1965 roku, kiedy na ekrany kin weszła ekranizacja „Rękopisu” dokonana przez Wojciecha Jerzego Hasa. Toteż jednak eseju Mrowcewicza nie należy czytać propedeutycznie, lecz estetycznie nade wszystko. Opowiada on o Potockim jako mistrzu czterech sztuk: „opowiadania historii”, „budowania ruin” (choć w „Rękopisie” opisów ruin niemal nie ma, ale fenomen „ruiny” jakby unosi się jak duch nad tą powieścią), „udawania zwanej też sztuką aktorską” („Rękopis” jest w znaczącej warstwie powieścią o udawaniu, o graniu, jej postacie nieustannie udają inną tożsamość lub inna jest im przypisywana, zamieniają się tożsamościami, mylą się co do tożsamości lub innych co do niej zwodzą, korzystają z innych tożsamości lub przeglądają się w niezliczonych lustrach, tu prawie nikt nie ma jednolitej, stałej, zastygłej tożsamości) oraz „sztuki odbierania sobie życia” (sławne samobójstwo). Opowiada o nich Mrowcewicz wędrując zarówno przez wybrane wątki „Rękopisu” oraz przez fragmenty świata, który w bliższym czy dalszym sensie był światem Jana Potockiego. Eseistyczna narracja Mrowcewicza – chce się rzec – zapiera dech po pierwsze zjawiskową erudycją, ale to jeszcze mało powiedziane, bo erudytów jest sporo. Autor zapiera dech swoją umiejętnością uczynienia z erudycji sztuki o finezji i lekkości motyla. Portretuje świat Potockiego, świat, w którym on egzystował, poprzez przygody, persony, krajobrazy budowle, przedmioty. Esej sprawia wrażenie dzieła impresjonistycznego albo iluzjonistycznego. W zależności od tego pod jakim kątem go czytamy, taki obraz się wyłania. Można odnieść wrażenie, że Mrowcewicz zbudował swoją eseistyczną narrację na podobieństwo linkowego systemu w internecie. Po kliknięciu w dowolne pojęcie, nazwisko, zdarzenie wyłania się nowa bogata kraina, która mnoży się na podobieństwo systemu opowieści szkatułkowej. Można też rzec, że Mrowcewicz pokazał postać Potockiego i jego „Rękopis” kontekstualnie, odsłaniając to wszystko czego w materii powieści nie ma, a co czai się jakby za ścianami zamkniętych przestrzeni, w której dzieje się jej akcja.

Książki pod lupą - Krotka historia

Stowarzyszenia Nieurodziwych Dziewuch

Krotka historia

Click to download in MP3 format (9.93MB)


Książki pod lupą - Nic o mnie nie wiecie

Nic o mnie nie wiecie

Click to download in MP3 format (9.59MB)

 

Krzysztof Kwasiżur

 

Tej jesieni będę pisał wiersze

 

w szranki z czasemJesień to specyficzna pora roku; zwiastuje rychłe nadejście zimy i zbliżający się koniec roku. Z jakiegoś powodu to nie zima kojarzy się
z podeszłym wiekiem (choć przecież mówi się o szronie na skroniach), a jesień. W tej konotacji zdanie: "Tej jesieni będę pisał wiersze" zaczyna nabierać pięknej dwuznaczności; czy to ta pora roku nastroi mnie poetycko? Przecież poeci jesienią tak jakby wzmagają działalność. Czy może idzie o to, że jesień życia spędzę na egzystencjalnej zadumie i pisaniu wierszy?

Dla literata Kazimierza Lindy - autora książki poetyckiej "W szranki z czasem" oba te wyjaśnienia wydają się poprawne. Jego przykład teraz przywołuję, bo to on umieścił powyższe słowa w najnowszym swoim zbiorze wierszy.