Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego


 
 

 Przypadki Brejdyganta

Miejsce Stanisława Brejdyganta (rocznik 1936) jako artysty na mapie polskiej kultury  jest szczególne i wybitne. Brzmi to jak banał, bo każdemu artyście można przypisać atrybut wyjątkowości, ale w tym przypadku chodzi rzeczywiście o jakość całkowicie odrębną. Przypomnijmy kim jest Brejdygant. To, po pierwsze, aktor, między innymi Hamlet z legendarnego przedstawiania szekspirowskiej arcytragedii w roku 1960 w Koszalinie w reżyserii Tadeusza Aleksandrowicza, ów głośny wtedy wśród ogólnopolskiej publiczności kulturalnej  Hamlet z gazetą (zamiast książki) w dłoni, jeden z Hamletów „odwilżowych” „popaździernikowych”. Brejdygant, to także twórca najsłynniejszej polskiej roli dubbingowej, roli która stała się samoistną, wielką kreacją. To bowiem właśnie Brejdygant wyposażył w swój głos znakomitego aktora angielskiego Dereka Jacobi grającego Klaudiusza w słynnym historycznym serialu telewizyjnym „Ja, Klaudiusz” według powieści Roberta Gravesa, poświęconym losom jednego z najsłynniejszych rzymskich cesarzy, serialu emitowanym w telewizji polskiej na początku lat siedemdziesiątych.
 

Brejdygant to, po wtóre, reżyser o bogatym, niezwykle  -formalnie, artystycznie - interesującym dorobku, acz na pewno nie tworzący z myślą o lekkiej konsumpcji przez szeroką publiczność. Reżyser podziwiany także jako niezwykły erudyta, artysta doctus, artysta uczony.
 

To, po trzecie, niezwykle interesujący, wybitny pisarz, o którego prozie Tadeusz Konwicki, człowiek bardzo nieskłonny do komplementów i często kostyczny w ocenach innych twórców powiedział: „To jest maniakalne i wielkie” i określił go jako „syna Dostojewskiego z nieprawego łoża”. To bardzo trafna diagnoza czy definicja pisarstwa Brejdyganta, bo to pisarz, który podejmuje niemal wyłącznie mroczne i przeklęte problemy egzystencjalne ludzkości.
 

Z Brejdygantem jest jednak jeden zasadniczy kłopot. Ten bardzo wybitny i wyrafinowany artysta, laureat licznych nagród i wykładowca amerykańskich szkół filmowych, od samego początku swej aktywności pozostaje właściwie w niszy artystycznej, znanej relatywnie wąskiemu kręgowi wyrafinowanych odbiorców sztuki. Cóż, taka bywa zazwyczaj cena bycia artystą nie dla poklasku  masowej gawiedzi.
 

Tym razem - nolens volens - chcę takim właśnie, wyrafinowanym odbiorcom zarekomendować tom dramatów Brejdyganta, który ukazał się właśnie nakładem toruńskiego wydawnictwa. „Wyzwolony i inne dramaty” zawiera poza sztuką tytułową także „Golgotę”, „Stację Dwunastą”, „Endline (Orestea)”, „Nadludzi” i „Odwet”.
 

„Wyzwolony” formą i treścią nawiązuje do wielkiej tradycji polskiego dramatu romantycznego, choćby poprzez uczynienie tytułowym bohaterem więźnia Konrada. Jak w programie do teatralnej inscenizacji tego dramatu w 1982 roku w Teatrze Powszechnym w Warszawie napisał Stefan Bratkowski, Brejdygant przepracował w tym dramacie niektóre z tych fundamentalnych zagadnień epoki i problemy polskie, których polscy romantycy nie mogli przepracować z powodu absencji w kraju wynikającej z pobytu na emigracji. Brejdygant twórczo zastosował w swoim dramacie całe instrumentarium i imaginarium dramatu romantycznego.
 

„Golgota” i „Stacja Dwunasta”, to dramaty egzystencjalne nawiązujące do motywów pasyjnych. „Endline Oresteja” to gatunkowo dramat psychologiczno-moralny rozgrywający się w XIX wieku w Kanadzie. „Nadludzie. Godzina z Fuhrerem” oraz „Odwet”, odnoszą się do problemów związanych z konsekwencjami obecności w historii XX wieku dwóch największych tyranów, Hitlera i Stalina.
 

Uderzającą cechą dramaturgii Brejdyganta jest jej dwoista, dramatyczno-prozatorska struktura. Jego sztuki nie są jedynie technicznymi partyturami potrzebnymi do wystawiania scenicznego, ale samoistnymi dramatami epickimi, dostarczającymi tworzywa do fascynującej lektury, która żyje także pozascenicznym.
 

Przy tej okazji polecam też lekturę powieści Brejdyganta, „Świt o zmierzchu”. To opowieść o losach niegdyś wziętego artysty, później PRL-owskiego opozycjonisty, a po 1989 roku prominentnego działacza politycznego nowej Polski. Rozczarowany wolnością, o którą walczył, popada w biedę i pędzi żywot bezdomnego. Jednocześnie pisze powieść o początkach pierwszego niepodległego państwa w Afryce, Liberii i tworzy bohatera tamtych zdarzeń, uwikłanego w dylematy wolności. Jest to zatem powieść o pisaniu powieści, wpisująca się w znany konstrukcyjny model postmodernistyczny literackiego autotematyzmu. W warstwie zewnętrznej narracji jest to intrygująca, wartko opowiedziana historia, nie pozbawiona akcentów charakterystycznych dla thrillera. To także powieść o miłości, „niezwykłej i niemożliwej, jak świt o zmierzchu”. W warstwie podskórnej mamy tu jednak także głębokiego artystę i człowieka, Stanisława Brejdyganta i z mojego punktu widzenia jest to ważniejszy walor tej powieści niż wartka akcja, o którą przecież w piśmiennictwie popularnym nietrudno.
 



Stanisław Brejdygant – „Wyzwolony” i inne dramaty”,
Wyd. Adam Marszałek,
Toruń 2013,
str. 297,
ISBN 978-83-7780-822-1




Stanisław Brejdygant – „Świt o zmierzchu”,
Wyd. Nowy Świat,
Warszawa 2009,
str.350, 
ISBN 978-83-7386-342-2


Pin It